Kliknij tutaj --> 🍾 na szczęście na zdrowie na ten nowy rok

Nowy Roczek nadszedł, dzień życzenia służy, żeby wom się powodziło, żyli jak najdłużej. Niech wom zdrowie służy do późnej starości, a w późnej starości niech nie bolą kości. Na szczęście, na zdrowie na ten Nowy Roczek Żeby wom się urodził malutki szczodroczek. Żebyście zawsze mieli pełne pudła. Hody idum Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok to czas składania życzeń, rodzinnego świętowania. „Na szczęście na zdrowie, na to Boże Narodzenie, co by się Wam darzyło, mnożyło każde stworzenie”. Na szczyńście, na zdrowie na tyn Nowy Rok, żebyście byli zdrowi, weseli „Na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok” „Na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok, aby Was nie bolała głowa ani bok” „Gdy na Nowy Rok plucha, ze Na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok2011, aby się Wam wszystko darzyło, a marzenia były w zasięgu ręki. • Skomentuj (0) | Oceń: Plus lub minus 27122 | Noworoczne | Dodał: anonimowi , 2011-01-01 14:06, punktów: -273 Na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok, Żeby wom się darzyła i mnożyła przynica i groch, Żeby wom się darzyło w dworze i komorze Na kołeczku i w woreczku, W każdym kątku po Site De Rencontre Femme Cherche Homme Riche. Nie przypominam sobie, ani z opowieści dziadków ani z własnego doświadczenia hucznego zakończenia na balach sylwestrowych pożegnania Starego Roku i powitania Nowego. Warto jednak przy okazji wspomnieć genezę dzisiejszych balów sylwestrowych. Tradycja hucznego witania nowego roku sięga roku tysięcznego i jest związana z pewnymi faktami i legendą, według której w 317 roku papież Sylwester I (+31 grudnia 335r.) walczył z groźnym smokiem grzechu o imieniu Lewiatan. Pokonał go i wtrącił do lochów pod wzgórzem laterańskim w Rzymie. Legenda ta wpłynęła, między innymi na nastroje ludzi oczekujących przełomu pierwszego tysiąclecia. Otóż mieszkańcy Europy wierzyli w proroctwa Sybilli, które przepowiadały w roku 1000 koniec świata i uwolnienie Lewiatana, który pogrąży świat w ogniu piekielnym. Dlatego też z lękiem oczekiwano nadejścia tego roku. Zaczęto także dopatrywać się potwierdzenia tych zapowiedzi w Apokalipsie św. Jana. Prawdopodobnie, papież Grzegorz V, umierając w 999 roku miał dziękować Bogu na łożu śmierci, za odejście jeszcze przed tym kataklizmem. Nastroje te spotęgowały się, gdy na tronie papieskim zasiadł benedyktyn Gerbert, świetny konstruktor, który pracował między innymi nad budową zegara wahadłowego. Z powodu tych niecodziennych zainteresowań był postrzegany przez niektórych, jako mistrz sztuk czarnoksięskich. A gdy przybrał imię Sylwestra II, mówiono, że Sylwester I uwięził Lewiatana a Sylwester II go uwolni. Rychło nastąpi koniec świata. Z trwogą oczekiwano nadejścia północy roku 999/1000. Przyszła północ i nic się nie spełniło ze złowieszczych zapowiedzi. Wśród ludzi zapanowała ogromna radość. Wyszli na ulice, śpiewali, tańczyli, papież Sylwester II udzielił im specjalnego noworocznego błogosławieństwa. Tradycja radosnego witania Nowego Roku dotarła do Polski, a szczególnie na wieś bardzo późno. W XIX wieku bale sylwestrowe należały do rzadkości. Był to raczej czas podsumowania minionego roku i zadawania pytań, jaki będzie następny. W przeniknięciu tajemnicy przyszłości miały służyć różnego rodzaju wróżby. A przed nieszczęściami miały chronić różne zabiegi magiczne. Nawet pogoda w Nowy Rok miała wróżebne znaczenie. Może rzeczywiście w cyklu pogodowym, pogoda w Nowy Rok logicznie wskazywała, że w czasie wzrostu i owocowania będzie ku temu odpowiednia pogoda. Ale jakby nie było wierzono w porzekadła noworoczne: „Gdy w Nowy Rok jasno, w gumnach będzie ciasno”. „Gdy Nowy Rok mglisty, jeść będą zboża glisty”. Zabezpieczano się na różne sposoby przed ewentualnymi niebezpieczeństwami. W niektórych regionach polski gospodynie rzucały po kątach czosnek i metalowe przedmioty. Spożywany czosnek miał chronić przed chorobami i urokami oraz złymi ludźmi. Z pewnością chronił przed niektórymi chorobami, co chodzi o uroki, trudno powiedzieć czy był skuteczny. Nie jestem pewien, czy odór bijący od jedzącego czosnek skutecznie odpychał złych ludzi. A gdy to nie zdołało nas uchronić od złego, to żelazo dawało nam moc przetrwania tych nieszczęść. Wypiekano także ciastka o różnych kształtach, które później losowano. I tak, gdy ktoś wylosował krzyż, to było to zapowiedzią przeznaczenia do stanu duchownego. Te i tym podobne zwyczaje, w moich czasach, chociaż praktykowane nie były jednak brane zbyt poważnie. W Nowy Rok nabożnie uczestniczono we Mszy św. Liturgia noworoczna ustawiała we właściwej perspektywie nasze wierzenia. Jedynym Panem czasu, który decyduje o wszystkim jest Bóg. Od Niego zależy, jaki będzie ten rok. Nie czosnek chroni nas od wpływu złych ludzi, ale Bóg, który daje mądrość i moc, aby nie dać się sprowadzić na złe drogi przez przewrotnych ludzi. Nieraz jesteśmy poddawani próbie cierpienia. Biblia mówi, że te doświadczenia są pewnego rodzaju próbą, która ukazuje prawdziwą wartość człowieka. Tak jak złoto próbuje się w ogniu. Przetrwamy tę próbę i zjaśniejemy prawdziwym balaskiem jeśli trwać będziemy w Bogu. To on nas uchroni przed prawdziwymi zagrożeniami. Umocnieni tą wiarą, wierni wracając z kościoła pozdrawiali się słowami: „Do siego roku”. Staropolski zaimek wskazujący „si” znaczył „ten”. To pozdrowienie ma korzenie wigilijne. Łamiąc się opłatkiem wypowiadano formułkę: „do siego roku”, co znaczyło „abyśmy doczekali w zdrowiu nowego roku”. Z czasem to życzenie zaczęto odnosić do całego Nowego Roku. W tym dniu chodzili także kolędnicy przebrani za Stary i Nowy Rok i winszowali tymi lub podobnymi słowami, przypominając, że najbardziej potrzebujemy bożego miłosierdzia i obecności Chrystusa i Maryi w naszym rodzinnym życiu: „Dziękujemy za kolędę, gospodarzu panie! Niech tu boskie miłosierdzie w tym domu ostanie. Niech tu Jezus i Maryja w tym domu przebywa, niech tu pszeniczka i żytko, na ten Nowy Rok wszyćko”. Przyzywanie Maryi w tym dniu ma szczególne znaczenie, gdyż pierwszy dzień Nowego Roku w kalendarzu liturgicznym Kościoła katolickiego jest poświęcony Matce Bożej. Obchodzimy Uroczystość Bogurodzicy Maryi. Maryja wskazuje drogę i prowadzi nas do swego Syna, który jest Panem czasu. Mówi do nas: „Czyńcie co wam każe mój Syn”. Na Soborze w Efezie w 431 roku ogłoszono dogmat, że Maryja jest Matką Boga. Zaś w czasie reformy liturgicznej w roku 1969 połączono Uroczystość Bożej Rodzicieli z pierwszym dniem Nowego Roku. Nie wiemy, jakie będą i co nam przyniosą dni Nowego Rogu. Zawierzamy je zatem Maryi, ufając głęboko, że Ona doprowadzi nas do swego Syna, który jest drogą, prawdą i życiem. Jakie by nie były te dni, jeśli je zawierzymy Bogu, możemy być pewni, że cokolwiek nas spotka, w mocy Chrystusa będzie opromieniane blaskiem zmartwychwstania. Poczynając od pierwszego dnia roku Maryja mocno wpisuje się w ludową tradycję, która nadaje jej tytuły: Matka Boża Zielna, Korzenna, Żytnia, Siewna, Jagodna, Miodna. Styczeń, styczniem. Zima, zimą. Mrozy, mrozami, jednak wiara i przekonania o lepszym jutrze mają się nijak do twardych i niezbitych dowodów na beznadziejny początek tego roku. Postanowienia noworoczne rozpłynęły się jak we mgle długo przed owianym złą chwałą BLUE MONDAY, a mi z dnia na dzień brakowało siły na realizację najbardziej przyziemnych planów. Rok 2013 to zdecydowanie mój rok (takie były bynajmniej plany), jednak styczeń rozpoczął się wyjątkowo felernie. Natłok nauki, obowiązków w pracy i przewaga złych wiadomości wpędziły w mnie nastrój niemal depresyjny. Szkoda marnować czasu na zbędne użalanie się nad sobą, więc od dziś postanowiłam: a. dbać o to, aby wstawać z prawej nogi b. wysypiać się c. nie dawać się chandrze, stosując wszelkiego rodzaju czaso-umilacze d. opanować budżet (finanse miesięczne) Kto jest ze mną? a'propos pecha, wrzucam zdjęcie zrobione w pierwszym tygodniu nowego roku... Skoro za każdym razem, kiedy przysłowiowy czarny (bądź czarno-podobny) kot przejdzie mi drogę, zabieram się za recytowanie dennego wierszyka, może w to właśnie tym cholernym lustrze tkwi cały szkopuł? W siedem lat pecha NIE WIERZĘ. Do nowego miesiąca został 1 dzień i 7,5 godziny, czyli 1893 minuty :) Wasza K Nowy Rok nadciąga. Nadciąga jak kataklizm. Najgorszy w możliwych, przewidywalny, regularny, nieunikniony. Nowy Rok sam w sobie nie jest jeszcze niczym strasznym, w końcu dzieje się co roku. Żeby jednak nie było stuprocentowo świątecznie i radośnie, wymyśliliśmy sobie Noworoczne Postanowienia. Połowa grudnia. Robimy porządki w domu, przygotowujemy listę zakupów, zastanawiamy się nad wyborem prezentów dla naszych bliskich. Pejzaż w zasadzie sielankowy. Potem Święta. Rodzinne spotkania, kolędy, świece, lampki na choince. Błogostan. I pławiąc się w tym błogostanie, nie zauważamy nawet, że nasz umysł już zaczął knuć, już zaczął rozwijać sieci… Myślimy sobie: jest pięknie, może być jeszcze piękniej. I właśnie wtedy się zaczyna… Można to nazwać delikatnie: szukanie dziury w całym. W rzeczywistości jest to wkładanie dłoni w tryby niebezpiecznej machiny: siedzimy sobie (a jeszcze częściej – leżymy) cali otuleni miłą świąteczną atmosferą i główkujemy, jak by tu to nasze dostojne życie polepszyć, jak je upiększyć, uatrakcyjnić? I wtedy nasz usłużny umysł podsuwa nam pomysł: jesteś w zasadzie super gościem, ale pomyśl, jaki byłbyś super, gdybyś tak jeszcze miał sylwetkę Schwarzeneggera? (w wersji dla pań: pomyśl, jak mogłoby być cudownie, gdybyś wyglądała jak – powiedzmy – Scarlett Johansson czy Rozenek Majdan?). Sprawą zupełnie drugorzędną jest dobór idealnej wagi, wzrostu, obwodu bioder itd. Mamy już swój ideał, teraz będziemy do niego dążyć. Jak? To takie proste – zapisujemy się na siłownię. Zaraz po Nowym Roku, karnet na sześć miesięcy, pięć razy w tygodniu, w końcu mamy zostać Arnoldem (Scarlett-Rozenek) jak najszybciej. Gnamy na siłownię, do tego współczesnego miejsca kaźni, pełni wiary w nasze możliwości, siły i kondycję, która przecież zawsze jest, nieświadomi naszej fizjologii, zupełnego nieprzygotowania na spory przecież wysiłek. Postanowienie Noworoczne dotyczące upiększenia sobie życia via siłownia jest jednym z mniej bolesnych, jeśli chodzi o rozczarowanie. Ból fizyczny, dogłębny i bezwzględny, powoduje, że chęć bycia Arnoldem (ew. Scarlett-Rozenek) odkładamy na bok bardzo szybko, bez większych wyrzutów sumienia. W końcu musimy jak najszybciej podleczyć nasze zrujnowane torturami na atlasie ciało, a wiadomo, że do tego najlepiej nadaje się wygodna kanapa (plus chipsy i cola, jasne chyba). A poza tym – TYLKO ODKŁADAMY nasze Postanowienie. Wcale z niego nie rezygnujemy! Zaczniemy w marcu, gdy się trochę ociepli. I już jesteśmy spokojniejsi… Postanowienia Noworoczne każące nam uzyskać sylwetkę doskonałą, należą do grupy Postanowień jak najbardziej zrozumiałych. Bo kultura fizyczna, zdrowie, długowieczność (tu akurat pojawia się fala niezrozumienia ze strony ZUSu i funduszy emerytalnych, ale to całkiem inny wątek). Ogromna jednak większość Postanowień Noworocznych, to postanowienia niezrozumiałe, a w wielu przypadkach wątpliwe moralnie lub nawet niebezpieczne – zagrażające zdrowiu i życiu. Przykłady? Proszę bardzo. Pan J. obiecuje sobie: będę się uczył angielskiego w nowym roku. Świetnie! Tylko po co? Pan J. nigdy nie będzie oglądał amerykańskich filmów w oryginalnej wersji językowej, nigdy nie wybierze się w podróż w nieznane. Skoro nie dla siebie, to może po to, żeby kolegów z roboty z zazdrości skręcało? Nie skręci. Koledzy, tak jak pan J., oglądają Jaka to melodia? i Taniec z gwiazdami plus wszelkie możliwe mutacje tych programów, typu: Gwiazdy, par excellence, robią na drutach. A na wakacje wszyscy polecą do Egiptu i nie wyjdą przez całe siedem dni z hotelu, bo i po co, skoro wszystko jest all inclusive oraz basen z wodą barwioną na niebiesko. Pani G. wpada na pomysł: będę ćwiczyć jogę. Super! Tylko co się stanie, gdy panią skurcz złapie, a będzie pani akurat po raz drugi owijać się wokół własnej szyi, stojąc na głowie? Nie ma pani dla kogo żyć? Niech pani do galerii pojedzie, kupi sobie coś ładnego i wyluzuje, kobieto szalona. Wpatrując się w lampki na choince i tysiące refleksów w bombkach, podjąłem Postanowienie Noworoczne. Postanowienie wyjątkowe. Odkładane od iluś tam lat: w nadchodzącym roku założę konto na facebooku, o pardon, na fejsie. W końcu osiem milionów polskich użytkowników nie może się mylić: życie bez fejsa ubogie jest i bezbarwne! Założę konto. Zapiszę się. Wymienię wszystkie szkoły, które kończyłem, wszystkie zawody, które wykonywałem, wszystkie choroby, na które w przeszłości zapadłem. Bo na fejsie trzeba być szczerym, żeby nie być samotnym i wykluczonym. Bycie w kolorowej grupie to premia za szczerość. Zapiszę się. Osiem milionów… A te pozostałe trzydzieści? Dlaczego wszyscy nie jesteśmy na fejsie? Czy to oportunizm, czy może resztka rozsądku? No właśnie… To może, póki co, jakąś książkę przeczytam? Tyle ich pod choinkę dostałem… Przełom roku – czas życzeń, radosnych tańców , koncertów na dużych placach do białego rana i huku petard o północy. Tak jest obecnie, a jak było dawniej?„Jaki Nowy Rok, taki cały rok” – głosiło ludowe porzekadło, dlatego przełom roku w kulturze ludowej to czas nie mniej ciekawy niż obecnie. Niektórych zabaw nie powstydziłyby się i dzisiejsze sylwestrowe imprezy. Wystawnych zabaw nie organizowano. Pierwsze bale pojawiły się dopiero pod koniec XIX stulecia. Wcześniej to ludowa tradycja wykształciła zwyczaje kultywowane przez pokolenia. Na wsiach wierzono, że przełom roku to wyjątkowa noc cudów. „Kto z Bogiem roku nie skończy, z Bogiem nie zacznie” – dlatego w sylwestra koniecznie trzeba było pójść do kościoła. Podczas noworocznej pasterki (o północy lub wcześniej) z ambony padały życzenia na cały rok. Po mszy wiernym śpieszno było do domu, bo szybkie przekroczenie progu oznaczało bogactwo i powodzenie w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Gospodarz posypywał podłogę ziarnami grochu, które później, pieczołowicie zebrane, trafiały na pola w czasie wiosennych zasiewów. W każdym kątku po dzieciątku… Jeszcze przed uroczystą kolacją w gronie rodziny, sąsiadów i znajomych składano sobie życzenia. Jeśli pierwszy winszował sąsiad, wypadało zaprosić go następnego dnia na noworoczny obiad. Kolejność życzenia nie była przypadkowa; to dzieci składały życzenia rodzicom, kawalerowie – pannom, panowie – sługom, bogaci – ubogim. Tak samo z kolejnością wręczania noworocznych prezentów. „Mamy tyle czeladzi, każdy chce kolędy, trzeba wszystkim coś wetknąć – taki zwyczaj wszędy” – pisał Franciszek Zabłocki, rozprawiając nad ogromną liczbą prezentów na Nowy Rok. A i życzenia bywały wymyślne. Na przykład takie: Na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok, żeby się Wam rodziła i kopiła pszenica i jarzyca, groch i proso, żyto i wszystko! Abyście mieli w każdym kątku po dzieciątku, w stodole, na polu, w oborze – daj Wam Boże! Kto nie zdążył o północy, mógł złożyć życzenia już w Nowym Roku, skoro świt, po pierwszej porannej mszy św. Droby i dziady noworoczne w założonych na opak kożuchach i warkoczach ze słomy masowo ruszali więc do wsi z życzeniami. Na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok, aby Was nie bolała głowa ani bok. – to szczególnie pożądane życzenia w pierwszym dniu roku, zwłaszcza jeśli gospodarz z gośćmi zasiedzieli się długo przy stole. W tym roku karnawał będzie wyjątkowo długi, bo Środa Popielcowa przypada dopiero 2 marca 2022. Żegnam się staropolskim „Do siego roku”. I niech Wam się darzy! „Na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok (…) i żebyście mieli jak w niebie anieli”. To tylko fragment dawnych życzeń wszelkiej pomyślności, które z okazji Bożego Narodzenia i Nowego Roku składali sobie ludzie. Bo tego właśnie trzeba: i szczęścia i zdrowia, każdy o tym dobrze wie. Zwłaszcza w tym roku, kiedy spadły na nas… Czytaj Dziennik Związkowy w internecie! Dziennik Związkowy to największa polskojęzyczna gazeta w USA. Jesteśmy najbliżej Polonii od 1908 roku! Zamów cyfrową subskrypcję Dziennika Związkowego i ciesz się pełnym dostępem do naszych wszystkich artykułów! Skorzystaj z promocji Pierwszy miesiąc GRATIS

na szczęście na zdrowie na ten nowy rok