Kliknij tutaj --> 🎈 nie wiem czy chce z nim być
Z jednej strony chce on być traktowany poważnie, jako wysokobudżetowe widowisko historyczne z epickimi scenami bitewnymi, a z drugiej wydaje się wielką farsą o małym człowieku. Nie wiem tylko czy zamierzoną. „Napoleon” to tak naprawdę film, który na każdym kroku wydaje się kpić z tytułowej postaci historycznej.
Żeby dalej z nim być będziesz kłamać. A przecież nie na tym opiera się związek. Związek na kłamstwie i oszustwie prędzej czy później rozpadnie się jak zamek z piasku. Sytuacja jest trudna. Kochasz go. Zdradziłaś go. Oszukujesz go. Nie chcesz go stracić. Sama nie wiem co zrobiłabym na Twoim miejscu.
Zakładam, że jeśli ktoś chce psa to chce o niego dbać. Pies nie może być ładnym tłem dla naszego życia. Nie mówię, że trzeba robić to od razu dobrze, bo nikt od początku nie robi wszystkiego idealnie. Trzeba jednak chcieć. Dawanie psu najprostszego i najtańszego żarcia to nie jest ”chcieć” – to pójście na łatwiznę.
Tylko ja czuję się jak w jakimś letargu. I znowu nie mogę o tym nikomu powiedzieć. Na co mi dobre rady przyjaciółek: odejdź, jeszcze sobie ułożysz z kimś życie. Nie o to mi chodzi. Ja chcę z nim żyć, bo bardzo go kocham mimo tego co mi co nam zrobił. A z drugiej strony nie mogę o nim już myśleć bez wstrętu i żalu.
Chodze z chłopakiem w moim wieku ale nie chodzimy razem do szkoły. Niestety on od pewnego czasu całkiem mnie olewa; od prawie dwóch miesięcy się nie widzieliśmy i od dwóch tygodni nie daje znaków życia. Ja sama już nie wiem czy chce z nim byc. A poza tym poznałam chłopaka troche starszego w którym się zakochałam. Co mam zrobic?
Site De Rencontre Femme Cherche Homme Riche. Odpowiedzi Nie, to się nie uda. Dla mnie to żałosne (to tylko moje zdanie) Skad wiesz ze ma 12 lat ? widzialas go przez kamere gadalas przez telefon ? EKSPERTGranna. odpowiedział(a) o 11:07 Po co Ci ktoś, kto jest nierealny? W wolnym tłumaczeniu - nie spotkasz się z nim za szybko (chyba, że mieszkacie blisko), bo rodzice Ci na to nie pozwolą (a przynajmniej nie powinni)? Rozmawiać można zawsze, ale to nie oznacza zaraz związku. Niech na razie pozostanie przyjacielem, bo teraz jest dzieckiem jeszcze, zresztą tak samo, jak Ty. Macie jeszcze czas na związki. Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
50 uniwersalnych zasad relacji damsko-męskich, o których powinien wiedzieć każdy mężczyzna!Dziewczyna nie wie czego chce oraz cały czas zmienia zdanie. Jednego dnia chcę się spotkać, drugiego już nie. Chce ze mną być, ale nie jest gotowa na związek. Cały czas ma jakieś wątpliwości. Co to oznacza? Czy to tylko jej niezdecydowanie?Niestety, ale nie!Jeżeli dziewczyna nie wie czego chce, to oznacza ŻE CZEGOŚ NIE odnosi się to do wielu rzeczy:dziewczyna nie wie czy chce się spotkaćdziewczyna nie wie czy chce związkuOczywiście w takich sytuacjach kobieta będzie Ci mówić, że jest bardzo chętna i w ogóle, ale…Zawsze musi być jakaś wymówka! Dziewczyna nie chce się już spotkać – historia Ci historieMiałem znajomego na studiach, który spotykał się z pewną ze sobą przez pewien czas. Jednak nie wiadomo dlaczego, w pewnym momencie, dziewczyna zaczęła go olewać i w ogóle się do niego nie odzywała. Chłopak kompletnie nie wiedział co się dzieje – postanowił z nią poważnie co dziewczyna mu wtedy powiedziała:Kocham Cię bardzo mocno, ale nie mogę z Tobą być! Chciałabym być z Tobą ale nie mogę!Koleś miał poważny problem. Kompletnie jej nie rozumiał – „kocha mnie, ale nie może ze mną być”?Jeszcze bardziej się starał i próbował ją zdobyć, a ona coraz bardziej go oszukiwała i wodziła za była niesamowicie kochającą kobietą, a raz wredną i bezinteresowną nie udało mu się stworzyć z nią od samego początku nie była nim zainteresowana. Cały czas robiła mu nadzieje i wykorzystywała go do swoich celów. Chłopak sporo się nacierpiał i stracił wiele dziewczyna nie wie czego chce?Odpowiedź jest bardzo prosta:Niezdecydowana dziewczyna to niezainteresowana sobie to do głowy! Nic to nie usprawiedliwia – zachowanie kobiety zawsze pokazuje jej prawdziwą chce przerwy w związku – co to oznacza?Wahania jej zachowania są idealnym tego przykładem:jeżeli dziewczyna mówi, że Cię kocha a potem nie wie czego chcejeżeli dziewczyna chce się spotkać, a potem spotkanie odwołujejeżeli dziewczyna jednego dnia pisze do Ciebie cały czas, a później przez cały tydzień milczy i Cię olewaTo znaczy że nie jest zainteresowana i będzie Cię okłamywać!Jeżeli dziewczyna nie wie czego chce, to znaczy że CZEGOŚ NIE wierz w żadne słowa kobiety. To bezsensowne i naiwne. Powiedzieć można wszystko – gorzej jest z realizacją. Zawsze przyglądaj się czynom rzeczywistości niech mówią czyny, a nie słowa!Dla prawdziwie zaangażowanej kobiety nie ma rzeczy niemożliwychSam o tym doskonale wiem. Moja kobieta też przed związkiem miała wiele problemów i mogła sobie mnie mimo wielu przeciwności, tego nie zrobiła. Chciała ze mną być, dlatego też nic ją nie powstrzymało!Miała wiele powodów odwołania naszych to, spotykała się ze mną i nigdy nie miała wątpliwości co do naszej zainteresowana dziewczyna:będzie z Tobą w związku nawet jakby zabraniał jej to cały światdołoży wszelkich starań żeby się z Tobą spotkaćnigdy nie będzie miała wątpliwości co do Ciebienie poda Ci żadnych wymówekNiezainteresowana kobieta może Ci tylko mówić jak bardzo Cię pragnie i chce z Tobą być. Jeżeli jej czyny tego nie odzwierciedlają, to znaczy że tak jest, że kobieta wiele gada i obiecuje, a nic nie robi. Znam pewne bardzo adekwatne powiedzenie:Krowa, która dużo ryczy, mało mleka jednak kobiety tak robią?Zapewne zapytasz – dlaczego po prostu kobieta nie powie wprost: NIE INTERESUJESZ to pytanie najczęściej padają dwie odpowiedzi:Dziewczyna nie chce być bezpośredniaDziewczyna chcę Cie wykorzystać1: Kobiety nie są bezpośrednie, dlatego też przez takie zachowanie daje Ci znać, że jest niezainteresowana. Dziewczyna po prostu może się bać Twojej reakcji oraz czeka aż się Dziewczyna nie jest Tobą zainteresowana, ale jest jej wygodnie. Podoba się jej Twoja adoracja oraz jest jej miło słyszeć ciągłe komplementy i miłe słówka. Karmisz ją swoją uwagą, a ona tego nie chce tego powodu, kobiety bardzo często są w związkach z facetami, których tak naprawdę nie kochają! Lepiej dla nich być z kimś, niż być stosunków dziewczyny z facetem niesie za sobą wiele plusów:faceci cały czas zabierają ją w różne miejsca i za nią płacąfaceci cały czas je komplementująfaceci robią im cały czas prezentykobieta ma czym się chwalić swoim koleżankomdzięki obecności jakiegokolwiek chłopaka, w jej życiu coś się dziejeDlatego też, potem wychodzą takie kwiatki. Dziewczyna nie wie czego chce i zaczyna kombinować po to, aby Cię nie ona nie chce Twojego dobra… Ona chcę Cię wykorzystać!Brzmi to brutalnie, ale taka jest każda kobieta taka jest, ale bywają też takie przypadki. Nie jest też do końca wina samej dziewczyny. To po prostu wynik chłodnej kalkulacji – kobiety bardzo często nie zdają sobie sprawy jak bardzo ranią tym zachowanie kobietyTego wszystkiego można uniknąć! Wątpliwości oraz wahania kobiety są wynikiem jej niskiego poziomu dziewczyna nie wie czego chce, to znaczy że nie jest zainteresowanaDlatego tak bardzo ważne jest to, aby cały czas obserwować zainteresowanie kobiety. Jeżeli tego nie będziemy robić, narażamy się na ogromne w ogóle nie zwracają na to uwagi oraz prowadzą bezmyślnie prowadzą przychodzi jednak moment kryzysu i każdy się pyta:Co zrobiłem nie tak?Nie potrzeba zrobić wielu błędów żeby zniszczyć sobie relację. Wystarczy tylko bezczynność i niewiedza!Bądź na bieżąco!Nie pozwól aby taka sytuacja dopadła też Ciebie!Śledź moją stronę oraz cały czas ucz się relacji otrzymywać na bieżąco więcej wartościowych treści na temat randek, kobiet i związków?Dołącz do męskiego grona oraz darmowy raport PDF, tak na dobry początek!Dowiedz się jak zdobyć wartościową dziewczynę do związku, uniknąć odrzucenia oraz skutecznie poprowadzić relację do romantycznego 170 stron praktycznej wiedzy o poznawaniu kobiet, zagadywaniu, randkowaniu i relacjach damsko-męskich, które pomogą Ci zdobyć wartościową dziewczynę do również: 7 thoughts on “Dziewczyna nie wie czego chce – co to oznacza?”Witam spotykałem się z dziewczyną od 7 miesięcy . Na samym początku ona była po rozstaniu z innym facetem ,więc relacja była dosyć różna . Jednak przez cały ten okres nigdy nie słyszałem z jej słów żadnych deklaracji. Często miałem wrażenie że jestem w tym związku wykorzystywany , za wszystko płaciłem za wyjazdy, restauracje wyjście do kina , ubrania, prezenty itd. Ona wychodziła z założenia że to normalne że facet płaci za wszystko. Gdy byliśmy teraz wspólnie na wakacjach w Hiszpanii za które ja oczywiście zapłaciłem powiedziałem jej że już nie chcę się tak dalej spotykać i albo w końcu razem zamieszkamy i zaczniemy coś wspólnie planować albo chcę się rozstać i nie chcę żebyś mi zabierała czas. Obiecała że się zastanowi i po wakacjach podejmie decyzję. Po wakacjach i powiedziała że możemy się dalej spotykać ale ona nie jest gotowa na wspólne mieszkanie, więc się rozstaliśmy. Zaczyna do mnie docierać że ona mnie nigdy nie kochała bo jak by kochała to by zrobiła wszystko żeby być ze mną. Ale z racji tego że razem pracujemy mam wrażenie że będzie chciała mnie z powrotem wciągnąć w tą relację i dalej mnie wykorzystywać. Pytanie co mam teraz robić i jak to wszystko traktować?Skoro miałeś wobec niej takie przeczucia, to rzeczywiście coś musiało być na rzeczy. Przeczytaj koniecznie mój artykuł „Jak poznać że jej zależy, 5 oznak prawdziwego zainteresowania” oraz sprawdź czy ona spełniała te warunki. Zakładam, że pewnie nie spełniała żadnego i nie przejawiała żadnych oznak zainteresowania. Tak się niestety bardzo często zdarza. Kobiety wchodzą w związek, bo to dla nich fajne i lepiej być z kimkolwiek niż z nikim. Fajne jest… Ale nie dla Ciebie! Przeczytaj sobie również artykuł: „Związek bez przyszłości – 5 powodów, dla których kobiety tkwią z mężczyznami w związku”. Odpowiadając na Twoje pytanie: nie próbuj wrócić do tej relacji, bo znowu będziesz cierpiał i doskonale o tym wiesz. Ona się nie zmieni. W pracy natomiast normalnie ją traktuj, jak każdego innego współpracownika. No chyba że nie możesz wytrzymać – to wtedy jej unikaj lub po prostu zmień dodatku wysłała mi swoje zdjecie oczywiscie przerobione było ze zamiast okularów miała serduszka i na dłoni uniesionej tez serduszko co to moze znaczyćWitam, odpisała na moje ogłoszenie pewna dziewczyna i napisała z góry, że ma dziecko i, że chciałaby mnie poznać popisać szuka przyjaciela z tego dłuższego pisania jakie było dała mi swój numer telefonu sama od siebie zaczęliśmy pisać oczywiście na te SMS napiała mi, że ma 39 lat ja oczywiście mam 33 i zaczęła zadawać mi dużo pytań na temat mojego życia osobistego gdzie sama o sobie nie chciała za bardzo pisać i po dłuższym pisaniu zaczęła pisać ze mną na poważniejsze tematy jak, jak np. wspólny wyjazd czy nawet o dzieciach z początku było widać, że dziewczyna jest sobą izę niby nie udaje, ale po takim pisaniu stwierdziłem, że czas się spotkać ona za bardzo nie chciała, ale się spotkaliśmy jak to ujęła chciała mi utrzeć nosa za to, że ciągle pisałem, że się i tak nie spotkamy to jej napisałem ze sama tego nie chcesz i co się okazało mieszkamy w tym samym mieście dopiero na spotkaniu dowiedziałem się, że jest rozwódka od prawie 2 miesięcy i po spotkaniu które trwało może godzinę na spotkanie oczywiście przyjechałem rowerem powiedziała mi, że kupi mi lampki do reworu rozstaliśmy się normalnie po przyjacielsku, a że małe to nasze miasto to napisała mi to, że nie chciałaby być na jezykach innych i, że nie chce czuć się jak by skakała z kwiatka na kwiatek i z czasem zrobił się problem jak jej powiedziałem gdzie chodziłem do szkoły stwierdziła, że mogła mnie uczyć tylko, że ja jestem pewny na 100% ze mnie nie uczyła, bo 2005 roku kończyłem szkołe, a ona w tym samym czasie zaczęła prace i wszystko się obróciło o 360 stopni zaczęła pisać, że jest jej głupio, że niepotrzebnie tak ze mną otwarcie wcześniej pisała, że głupio się z tym czuje, bo tak to wygląda jak by flirtowała z uczniem tylko jeżeli tak się czuje to nie rozumiem czemu wciąż ze mną pisze i po co gdzie nie napisała, że jestem jej obojętny tylko sama jeszcze tak do końca nie wie czego chce nie wiem jak mam to rozumieć co robić czy dąs sobie z nią spokój? Proszę o jakąś poradę wiem, że to trochę zakręcone, ale starałem się to trochę tego co mi piszesz, nie wygląda to zbyt kolorowo. Istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że kobieta mając to dziecko, ma duże ciśnienie na jakiegoś faceta i szybki związek. To bardzo zły zwiastun. Jej zachowanie też pozostawia wiele do życzenia. Generalnie, według mnie, sytuacja bardzo ryzykowna. Musisz bardzo uważać w tej relacji. Ja bym raczej dał sobie z nią spokój. Jeżeli jednak, bardzo chcesz spróbować „chleba z tego pieca”, trzymaj się bardzo mocno moich porad ze strony oraz przede wszystkim moich książek. Jak już wcześniej napisałem, strasznie mi to wszystko się z pewną dziewczyną (spotkaliśmy się 5 razy w między czasie rozmawiając przez telefon lub pisząc sms – nie tylko ja inicjowałem kontakt). Nie ukrywam że mimo takiej małej ilości spotkań bardzo mi się spodobała (jesteśmy dorosłymi ludźmi 26 lat). Powiedziała że ona nie wie co o nas myśleć, po prostu nie wie czy coś z tego będzie, jednocześnie cały czas zgadza się na spotkania. Jeśli gdzieś wychodzimy to upiera się płacić za siebie, wieć raczej nie chce mnie wykorzystać na kasę ale jednocześnie czuje jakby coś było nie tak, czy to jak ona się zachowuje oznacza że tylko szuka kolegi żeby raz od czasu gdzieś wyjść czy może tylko się bawi?Hej,Czy ona mówi, że nie wie co o tym myśleć w odpowiedzi na Twoje pytania czy może jest to jej inicjatywa? Czy doszło między Wami do pocałunku w usta? Czy całujecie się?Pozdrawiam Artur WitośLeave a Reply
zapytał(a) o 21:26 Niewiem czy być z nim dalej? miałam chłopaka mięsiąc. zerwał dzis ze mna caly dzien bylam zalamana. chociaz moja przyjaciolka twierdzila ze tez troche przesadzalam swoja gadka jakbym tego chciała (ze nibyc z nim i wgl.) powiedzial ze to bylo zauroczenie. usunelismy z nk wiekszosc rzeczy zdjec i wgl. problem tez polega ze jest daleko./ (miał tez chwile w ktorych mowil zebym mu dala chwile jakby chcial przemyslec. kocham go on powiedzial po dluzszej rozmowie ze niewie co go naszlo ze tez i wgl. jestesmy znow razem i powiedzial ze mnie kocha i bedzie czekal miesiac albo i nawet rok. niewiem sama co mam zrobic. wiem ze bedziecie pisać ze na odleglosc niema sensu. ale pomozcie :(:(:( przeprosił przed chwila za to i go kocham od razu tez mi nienapisal ze mnie kocha i chce wrocic wiec tez bylo inaczej niz jak jest zazwyczaj:) Ostatnia data uzupełnienia pytania: 2010-06-12 21:35:43 To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać 1 ocena Najlepsza odp: 100% Najlepsza odpowiedź blocked odpowiedział(a) o 21:32: odległość ma też sens bo gdy zadziej się z moim chłopakiem spotykam to bardziej tęsknimy i wyrabiamy sobie zaufanie :) uważam że powinnaś to dobrze przemyśleć bo jak ja na to patrzę tak z boku i po moich nieszczęściach z chłopakami uważam że on może próbował być z inną dziewczyna i dlatego zerwał a nie udało mu się to więc wrócił bo mówi się lepsze to niż nic ( bez obrazy)mówi się również że nie wchodzi się do tej samej rzeki ale to już twój wybór w końcu trzeba się uczyć na własnych błędach :) Odpowiedzi Domkaaa odpowiedział(a) o 21:28 Biedaczka... Chyba każdy ma te durne problemy z facetami..Musisz się zastanowić, czy na pewno chcesz z nim być...Co mu odwaliło, że z tobą zerwał, a teraz znowu jest taki milutki?Musisz z nim kciuki i pozdrawiam :))PS Ja bym sobie znalazła innego.. ;-) Niewiem .. Nikt nie wie tylko ty wiesz twoje serce ci podpowiadaAle dziwny z jego jakiś facet...hmm Lola $_$ odpowiedział(a) o 21:31 Nie wiem czy to pomoże ale moja kumpela też ma podobnie jak ty chłopaka na odlegołśc... po prostu pisze z nim esy i co jakis czas się z nim spotyka. Ale widze ze ty masz gozej bo z nim zerwalas i znw do niego powrocilas... tu problem bo widzisz: wedlug mnie to nie powinnas do niego wracac bo o n cie zranil a poza tym jak sama napisalas glupio jest miec zwiazek a odleglosc... ale jak przemyslisz se to na osobnosci to mozesz skozystac z mojej rady: bądź z nim i sie z nim spotykaj ca jakis CZĘSTY czas. Jeżeli naprawdę go kochasz to daj mu drugą szansę i porozmawiaj z nim szczerze :))życzę powodzenia :) Uważasz, że ktoś się myli? lub
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2013-11-11 11:53:33 zuuzka20 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-11 Posty: 50 Temat: Nie wiem czy chce z nim byćJestem z chłopakiem od 2 lat, jest ode mnie sporo starszy - 6 lat. Jest dla mnie bardzo dobry, wiem, że uchyliłby mi nieba , robi wszystko żeby było mi dobrze , stara się ... Ale od pewnego czasu ja po porstu nie wiem czy chce z nim być... Czuje , że ucieka mi przy nim młodość , na dodatek on jest spokojny a ja nie , wydaje mi się, że potrzebuje czegoś innego.. On ma juz 26 lat powinien myslec o rodzinie itp a ja chce jeszcze się wyszaleć... Ale z drugiej strony jest mi z nim dobrze i płakać mi się chce na myśl , że mogłabym nie być z nim... Jeszcze dochodzi wątek, że zastanawiam się czy 6 lat to nie za duża różnica wieku... Proszę poradzcie mi co mam zrobić, napiszcie jak to widzicie obiektywnie , bo moje przyjaciołki radzą mi być z nim ale one patrzą na to subiektywnie a chciałabym porady kogoś kto nas nie zna... Dziękiuję z góry za wszystkie odpowiedzi ;* 2 Odpowiedź przez rosalinda08 2013-11-11 12:13:11 rosalinda08 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-11 Posty: 893 Odp: Nie wiem czy chce z nim byćWitaj Zacznę od tego, że 6 lat różnicy to niewiele w Waszym jednak, że Ty chcesz poszaleć, pobawić się i masz do tego pełne prawo. Pytanie tylko czy On ma podobne podejście, a może np jest domatorem. Z tego może powstać Ci , że powinnaś z NIm porozmawiać szczerze i opowiedzieć Mu o Twoich obawach w bardzo delikatny sposób. Skoro zastanawiasz się czy z Nim być to nie do końca tego chcesz, nic dobrego to pytanie nie wróży. Żal chłopaka , żeby Mu czas zabierać. Także porozmawiaj . No i zobaczysz jaka będzie reakcja. Ostatnio sama poznałam chłopaka , który wiem , że jest dobrym wartościowym człowiekiem, niby 5 lat starszy ode mnie, ale typowy domator, On nie chce ani na imprezkę raz na jakiś czas, ani na wesele nigdzie. Rozczarowało mnie to i powiedziałam Mu o wszystkim co na ten temat myślę , oczywiście delikatnie i zrozumiał , spoko, ale wiesz gdyby Mu zależało poszedłby na kompromis. A tak , pokazał swój upór. No, ale rozmawiać trzeba i tyle. Z facetami to widzisz moja Droga niełatwa sprawa To poważny wybór i nie można ani siebie ani kogoś unieszczęśliwić . A co zrobisz jeśli za 2-3 lata poznasz kogoś w kim się naprawdę zakochasz? skrzywdzisz tego chłopaka? zostawisz? Lepiej poczekaj na partnera , który będzie do Ciebie pasował. Zastanawia mnie jeszcze czy ta wątpliwość pojawiła się niedawno czy od początku związku, bo jednak jesteś z Nim od 2 lat, to całkiem sporo. No jednak musiały być powody, dla których chciałaś z Nim być. Poukładaj sobie wszystko na spokojnie. Nie możesz być nieszczęśliwa. 3 Odpowiedź przez zuuzka20 2013-11-11 12:22:33 zuuzka20 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-11 Posty: 50 Odp: Nie wiem czy chce z nim byćNo właśnie w tym problem, że on jest bardziej domatorem niż imprezowiczem , a ja raczej na odwrót... Ale potrafi iść na kompromis i pójść ze mną na tą imprezę , ale to zdarza się bardzo rzadko, przez jego pracę, bo to musi rano wstać, to ma nockę itp.. Wiem, że to nie jego wina, ale ja przez to nie czuję się szczęśliwa w tym związku... Ta wątpliwość pojawiała się już wcześniej ,ale tak szybko jak przychodziła tak szybko odchodziła, bo jednak jak mówię potrafił pójść na kompromis, jednak nie wiem czy mi to wystarczy , chciałabym żeby sam z siebie chciał zaszaleć , a nie szedł bo ja chce... Na prawdę to kochany chłopak i właśnie dlatego boję się go zranić... I tak jak mówisz "zabierać mu czas" , bo nie wiem co będzie za 2 lata... Tym bardziej, że on miał już dziewczynę , z którą był 5 lat i też z nim skończyła , bo "była z nim tlyko dlatego, że był dla niej dobry ale uczucie wygasło"... U mnie jest chyba podobnie ... Nie wiem już co robić, on teraz wyjechał , ale jak wróci to porozmawiam z nim.. Dziękuję za odp 4 Odpowiedź przez rosalinda08 2013-11-11 12:35:45 rosalinda08 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-11 Posty: 893 Odp: Nie wiem czy chce z nim byćDziewczyno rozumiem Cię doskonale. Choćby dlatego, że ja ostatnio miałam okazję z kimś być , ale wiem, że to by nie miało szans z identycznych niemalże powodów jak w Twojej sytuacji, miałam dylematy, nie powiem. Ale dobrze zrobiłam. Słuchaj super, że jest dobry, ale nie możesz być z Nim , z litości ... czy z tego powodu że jest dobry. Przy odrobinie szczęścia można spotkać i dobrego i trochę towarzyskiego bardziej Spokojny nie oznacza nudny ale jeśli jest za spokojny, zero inicjatywy, sama wiesz jak się czujesz z tym. Tamta dziewczyna za długo to ciągnęła - 5 lat. Przecież takie rzeczy można szybciej ocenić i coś z nimi zrobić, także myślę, że nie popełnisz tego błędu. Poza tym jesteś młoda i naprawdę musisz myśleć o sobie, to Tobie ma być dobrze z facetem a nie jakieś namawiania itd. To i tak dobrze, że czasem chodził na kompromis, ale wiesz no jesteście trochę z 2 światów, macie różne potrzeby. Ja myślę, że jak Mu to powiesz , zrozumie i sytuacja się ułoży A nie zranisz Go JESZCZE, bo przecież szczerze powiesz, nie oszukałaś Go, nie spotykasz z nikim na boku, po prostu dzielisz się obserwacjami, uczuciami. Powodzenia:). 5 Odpowiedź przez zuuzka20 2013-11-11 12:38:14 zuuzka20 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-11 Posty: 50 Odp: Nie wiem czy chce z nim byćWłaśnie myślę podobnie jak Ty ale jak teraz pomyslalam już tak na poważnie że jak wróci to z nim skończe to mi się strasznie źle i smutno zrobiło, bo czuję coś do niego :( Nie wiem czy to po prostu może przywiązanie , czy boję się samotności?.. cholera to takie trudne .. wolałabym żeby to on ze mną zerwał wtedy przynajmiej byłabym pewna, że nie będę żałować 6 Odpowiedź przez rosalinda08 2013-11-11 13:15:46 rosalinda08 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-11 Posty: 893 Odp: Nie wiem czy chce z nim byćWspółczuję Ci. Domyślam się jakie to musi być dla Ciebie trudne. W każdym razie rozmowa jest konieczna wg mnie. 7 Odpowiedź przez zuuzka20 2013-11-11 20:09:05 zuuzka20 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-11 Posty: 50 Odp: Nie wiem czy chce z nim byćA tak odbiegając trochę od temat , czy różnica 6 lat jest według Was duża? ja 20 on 26.. bo tez czesto mam mysli , ze to dużo , ze jak np bede miala 50 lat on juz 56 , a wiadomo mezczyzni szybciej umieraja niz kobiety i te mysli tez psuja moj zwiazek bo ciagle sie tym zadreczam.. wiem to chore Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
fot. Kuba Majerczyk fot. Yatzek Piotrowski Robert Majewski – trębacz jazzowy, syn trębacza jazzowego Henryka. Gra, komponuje i aranżuje. Uczy i wychowuje młodsze pokolenia. Spełniony, szczęśliwy mąż i ojciec. Skromny, nie epatuje swoją osobą w mediach. W tym roku obchodzić będzie jubileusz 40-lecia swojej działalności artystycznej. Już na samym początku rozmowy okazuje się jednak, że do roli muzyka ma spory dystans… Vanessa Rogowska: W jakim momencie życia pana spotykam? Robert Majewski: Myślę, że podobnie jak dla wszystkich – w niepewnym i trudnym z różnych powodów. A co jest trudnego w tym momencie? Wojna w pobliżu nie napawa optymizmem. Poza tym sytuacja pandemiczna uświadomiła muzykom, i nie tylko im, w jakim są miejscu. Nasz zawód jest niepoważny. Takie mam wrażenie. A może został potraktowany jako niepoważny? To znacząca różnica. Zostaliśmy zablokowani na samym początku pandemii, a odblokowani na samym końcu. W szkole muzycznej, w której uczę w Warszawie przy ul. Połczyńskiej, jest coraz mniej chętnych do wykonywania zawodu muzyka. Kiedyś znacznie więcej osób zdawało do szkoły. W szczególności tłumy ochotników oblegały kierunek wokalny. Instrumenty dęte blaszane, takie jak trąbka, puzon itp., zawsze należały do niszowych. To się nie zmieniło, ale jest coraz większy problem, żeby znaleźć chętnych. Być może po części jest to spowodowane tym, że na muzycznych uczelniach większości dużych miast powstały wydziały muzyki jazzowej i zainteresowani trafiają na studia bliżej miejsc zamieszkania. Niestety myślę sobie, że w dużym stopniu przyczyniła się też do tego pandemia. Ludzie stwierdzili, że zawód muzyka jest ryzykowny. A ja myślę, że zawsze był to ryzykowny zawód. Oczywiście. Jednak mogliśmy liczyć na swoje umiejętności menedżerskie – jeżeli ktoś takie posiada, bo ja akurat nie posiadam. W przeciwieństwie do wielu moich kolegów. Nie wspominając o tych, którzy mają swoich menedżerów. Początek pandemii w marcu 2020 roku uciął wszystko. Wszystkie zdolności, powiązania czy koneksje przestały mieć znaczenie. Przestały funkcjonować. Jak pan sobie wtedy poradził? Raczej sobie nie poradziłem. Podobno pomysł niedawno wydanej płyty Heart to Heart, którą nagrał pan w duecie z Krzysztofem Herdzinem, narodził się podczas pandemii. Słuchając jej, odczuwam, podobnie jak w przypadku innych pańskich płyt, silny pierwiastek kontemplacyjny. Dochodzę do wniosku, że posiada pan swoją niszę, a burze rozgrywające się w codzienności nie należą do tej przestrzeni. Są gdzieś na zewnątrz. [śmiech]. A propos płyty nagranej z Krzysiem Herdzinem – trzeba pamiętać, że to był jego pomysł od początku do końca. Mam na myśli całą warstwę muzyczną czy kompozycyjną. Krzysiu wszystko skomponował i nagrał u siebie w domu. Ja tylko dołożyłem swoje trzy grosze, grając na trąbce i flugelhornie. Starłem się dopasować do tego, co słyszę, i tyle. Taki był mój udział. Powiedziałabym, że kwestia dostrojenia jest kluczowa. Nie zawsze jesteśmy w stanie dostroić się do drugiej osoby. Nieskromnie powiem, że potrafię dostroić się do różnych rzeczy, stylów czy gatunków. Poza tym szczerze mówiąc, czerpię z tego przyjemność. Mogę zagrać różną muzykę. Nie tylko jazz. Wielokrotnie zdarzało mi się zagrać muzykę popową czy z pogranicza jazzu. Co świadczy o pańskiej elastyczności, umiejętnościach... [tu zaczął szczekać pies pana Roberta, jakby na potwierdzenie talentu swojego pana]. Nigdy nie byłem ortodoksyjnym jazzmanem. Być może jest tak, że najwięcej moich nagrań to jazz akustyczny. Może w ten sposób ludzie mnie najczęściej kojarzą. Natomiast słuchałem różnej muzyki. Popowej, klasycznej... Jedyny gatunek, który mi do końca nie przypadł do serca, to rap. Nie wiem dlaczego, choć są elementy rapowe w muzyce, które mi nie przeszkadzają. Poruszyliśmy na początku rozmowy temat obecnych realiów i zmieniającego się świata, który ogromnie przyspieszył i zmienił niebezpiecznie kierunek. Co pan o tym sądzi? Przychodzi mi na ten temat do głowy tylko to, że nie mamy na to wpływu. Nie chciałbym się mądrzyć. Miałem mieszane uczucia w związku z pandemią, z tym, co się obecnie dzieje na Ukrainie. Nie wiem, co mam powiedzieć na ten temat. Czuję się zaniepokojony i niepewny. Co oprócz muzyki jest dla pana ostoją w życiu? Rodzina. Jest moim największym życiowym dokonaniem. Żona, troje dzieci. Oni są najważniejsi. A w tym roku będę obchodził trzydziestą rocznicę małżeństwa. Gratuluję! Czyli jubileusz małżeństwa zbiegł się z czterdziestą rocznicą pracy artystycznej? Zgadza się, ale to nie praca artystyczna jest dla mnie najważniejsza. W ogólnym rozrachunku na pierwszym planie jest rodzina. Dobrze słyszeć w obecnych czasach o trwałości i wartości długoletniego związku. Też tak myślę, ale obecnie nagłaśnia się przede wszystkim afery. Natomiast o tym, co jest wartościowe, nie wspomina się często. Jeśli w czyimś życiu dobrze się układa, to nie jest to ciekawe. A ja mam w zanadrzu pytanie – czym jest dla pana tradycja, w rozumieniu pozamuzycznym? Ale mnie pani ciągnie za język. Czuję, że pan jest nośnikiem tradycji, jej wartości. Dlaczego tak pani czuje? Słuchając muzyki. Nie znam pana osobiście. Dużo można wyczytać z tego, co ludzie grają i w jaki sposób grają. Jaki repertuar wybierają. I jak interpretują muzykę. W sztuce liczy się dla mnie prawda. Jeżeli coś jest fałszywe, to mam wrażenie, że to wyczuwam. Ale może mi się wydaje? Może pan to wyczuwa, ale nie wiem, czy ludzie młodszego pokolenia mają taką umiejętność. Mam na myśli, że postmodernistyczny świat rozpadł się na kawałki. Rządzi się już innym prawami. I czy w tym kontekście tradycja ma dla pana sens? Czy warto ją nieść? Absolutnie tradycja ma sens. Chociażby rozwój jazzu pokazuje, że muzyka rozwijała się dzięki tradycji. Swego czasu powstała muzyka bebopowa, a muzycy tacy jak Charlie Parker czy Dizzy Gillespie słuchali muzyków swingowych. Czerpali z tego, co było wcześniej. Tyle że jako geniusze mieli na to własne, świeże spojrzenie. To geniusze ciągną muzykę do przodu. I Ellington, Coltrane czy Miles, który nieustannie się rozwijał i czerpał z tradycji. Myślę, że tradycja jest podstawą wiarygodności artysty. Artysta zna tradycję, szanuje ją, ale jednocześnie potrafi znaleźć własny język. Ludzie, którzy przekreślają to, co było, nie są dla mnie wiarygodni. A nie odnosi pan wrażenia, że to ogólna tendencja u młodych ludzi? Wolą zerwać z tradycją na korzyść medialnego zaistnienia? Oczywiście. Zawsze tak było. Świętej pamięci Tomasz Szukalski nazywał takich ludzi Dymitrami Samozwańcami. Zawsze znajdą się jednostki, które chcą zaistnieć za wszelką cenę. Zdarza się, że środowisko dziennikarskie im w tym pomaga. Słyszałem panią, która gra na saksofonie – choć gra to dużo powiedziane. W wywiadach z tą panią próbuje się udowodnić, że to coś wartościowego. Jestem przekonany, że to nic wartościowego. Sztuką jest, że ktoś nie potrafi grać, a gra? Próbuje coś udowodnić w ten sposób? Do mnie to nie przemawia, a niektórzy dziennikarze się na to łapią. Uważają to za coś niezwykle oryginalnego, że ktoś nie potrafi grać na instrumencie. Gra, wydobywając takie dźwięki, których ci, którzy naprawdę potrafią grać, nigdy nie wydobędą. To są pewne triki, które pozwalają niektórym zaistnieć. Z drugiej strony pojawia się pytanie o poziom dziennikarstwa. I czym jest merytoryczne przygotowanie do tej niełatwej sztuki. Jako nauczyciel spotyka pan młodych ludzi wchodzących w dorosłe życie. Dzieli was trochę lat, ale nie o nie chodzi, a o to, co się wydarzyło w tym czasie w świecie. Jak wy się rozumiecie? Czy możliwe jest pomiędzy wami porozumienie? Myślę, że tak. Z wieloma uczniami dobrze się rozumiem. Oczywiście społeczności uczniowskiej zdecydowanej grać jazz jest mniejszość. Wielu z uczniów próbuje równolegle studiować inne kierunki. Patrzą na przyszłość bardziej praktycznie niż ja. Będąc dziewiętnastolatkiem, nie wyobrażałem sobie przyszłości bez muzyki jazzowej. Nie interesowały mnie kwestie finansowe i praktyczne. Chciałem tylko grać. Myślę, że to jest jakiś klucz. Chyba większość muzyków, którzy reprezentują tak zwany poziom, prezentuje podobne podejście. Nie myślą, że zrobią szybką karierę. Pan postawił wszystko na jedną kartę? Tak. Tata był muzykiem. Jako małe dziecko chodziłem z nim na próby zespołu Old Timers czy Swing Session. Wyrastałem w tej atmosferze. Nie widziałem dla siebie innej przyszłości, mimo że muzykę zacząłem traktować poważnie dość późno. Nie ukończyłem podstawowej szkoły muzycznej. Dopiero półtora roku przed szkołą średnią zacząłem pobierać lekcje trąbki. Chciałem być jazzmanem. Wszedłem w to całym sobą. Co pan dostał od swojego ojca? Czy pan jest jego przedłużeniem, kontynuacją? Za co pan jest mu wdzięczny? Często dowiadujemy się tego, kiedy naszych rodziców przy nas już nie ma. Jak pan myśli o tym z perspektywy lat? Fakt, że ojciec przekazał mi to, co przekazał, jest dla mnie bardzo ważny. Aczkolwiek nigdy nie było takich sytuacji, żeby on czy rodzina naciskali na mnie, bym wykonywał konkretny zawód. Fakt, że rodzice nie posłali mnie do podstawowej szkoły muzycznej, świadczy, że nie chcieli usilnie wpływać na moją przyszłość. Liczyli chyba na to, że sam do tego dojrzeję. Czy jako muzyk był pan pod wpływem taty? W jaki sposób szukał pan własnego języka? Myślę, że to słychać w nagraniach. Płyta Continuation, którą nagrałem jako współlider z ojcem do serii Polish Jazz, pokazuje, że gramy inaczej. Nasze kompozycje są odmienne. Inny jest nasz sposób grania czy rodzaj ekspresji. Wydaje mi się, że od początku inaczej patrzyłem na elementy wykonawcze, mimo że jako chłopiec słuchałem sporo muzyki swingowej, dixielandowej, nowoorleańskiej, ale nigdy nie przesiąkłem tym rodzajem ekspresji, który reprezentował mój ojciec. Tata wiele lat wykonywał taki rodzaj muzyki, czy nawet postbebopową. Ja patrzyłem inaczej na trąbkę niż on i dzięki temu mogliśmy sobie pogadać sporo na ten temat. Na scenie również. Między nami nigdy nie było rywalizacji. Rozumiał, że mówię innym językiem, i doceniał to. A jakim człowiekiem był pański tata Henryk Majewski? Przede wszystkim był prostolinijny. Jeśli coś mu się nie podobało, to zawsze o tym mówił. Nie ukrywał, że coś mu nie pasuje. Być może dlatego ja sam czuję się lepiej w towarzystwie ludzi prostolinijnych niż, jak mawia moja żona, słodko pierdzących. Wiadomo, w środowisku artystycznym jest dużo fałszu. Niektórzy określają się jako nasi przyjaciele, a prawda jest taka, że przyjaciół nie mamy w życiu wielu. Czasami tylko jednego. Czasami dwóch, trzech. Świat artystyczny nie jest usłany przyjaciółmi. Tata potrafił czasami komuś coś wygarnąć, co nie przysparzało mu przyjaciół. Może czasami przesadzał, ale nigdy nie robił tego złośliwie. Myślę, że również z tego powodu środowisko darzyło go dużym zaufaniem. W jaki sposób szukał pan swojego wyrazu? Czy ja szukałem jakiegoś wyrazu? Można przecież grać podobnie do kogoś. Świadomie lub nie. Zgadza się. Myślę, że naśladowanie jest ważnym etapem. Dobrze jest, kiedy młody muzyk ma swojego guru i podąża w jego kierunku. I tak wcześniej lub później zauważy inne rzeczy, które też są fajne, i może się rozwinąć. Natomiast nie jest fajnie, jeżeli młodym muzykom podoba się wszystko. Trzeba próbować iść w jakimś konkretnym kierunku. A dziś króluje taka różnorodność, że trudno ten kierunek wybrać... Wiem, że jest trudno. Wszystko oznacza nic. Cały rozwój muzyki polegał na tym, że ktoś się od kogoś uczył. Kogoś naśladował. Potem zaczynał robić coś swojego. To, o czym rozmawialiśmy w kontekście tradycji, prawda? To są podstawy. Wystarczy spojrzeć na Johna Coltrane`a. On znał jazz od podszewki. Szukał, przekraczał granice. Był odważny. Albo Miles, który wyrósł w bebopie. Słuchał Parkera, Gillespiego, ale kilka lat później już nie grał jak jego mentorzy. Miał własny język. Co lub kto pomógł panu w budowaniu własnego brzmienia? Niewątpliwie Miles Davis, jak również to, że dzięki ojcu poznałem starsze gatunki jazzu, mimo że nigdy nie grałem w tym stylu. Nawet nie próbowałem, choć po śmierci taty przez dwa lata grałem za niego w zespole Old Timers, którego był wieloletnim liderem. Taka naturalna sztafeta pokoleń, choć nigdy mnie w tamtą stronę nie ciągnęło. W piątej klasie szkoły podstawowej zabierałem do szkoły magnetofon kasetowy i słuchaliśmy z kolegą muzyki Duke`a Ellingtona. Mnie ta muzyka kręciła, ale nigdy nie miałem tego typu ekspresji w sobie. Davis był dla mnie olśnieniem. Na przykład płyta My Funny Valentine. Połączenie jazzu, intensywnego swingowania z takim niby chłodnym, oszczędnym davisowskim akcentem. Na tamte czasy ta muzyka była bardzo nowoczesna, mimo że zakorzeniona w tradycji. A nie ma pan wrażenia, że dziś gra się jazz bez swingu? To jeszcze jazz czy muzyka współczesna? Mam takie wrażenie. Myślę, że w wielu przypadkach jest to jazz. Natomiast na poziomie serca – słuchając współczesnej muzyki akustycznej, nie rozumiem jej i nie mam ochoty jej słuchać. Może ktoś za wszelką cenę chce być oryginalny. Ja nie odnajduję prawdy. Rzadko ją w tej muzyce słyszę. Jest pan muzykiem, wykonawcą, aranżerem, kompozytorem, nauczycielem. Poznał pan jazz, czy muzykę, z różnych stron. W takim razie w jaką stronę dryfuje jazz? Nie mam pojęcia. Myślę, że dąży do totalnej różnorodności. Nie uważam się za eksperta, ale tam, gdzie słyszę duszę, tam chce mi się tego słuchać. Natomiast od wielu lat jest czas muzycznych gladiatorów. Parę lat temu pomyślałem, że byłoby fajnie stworzyć trio, które nawiązywałoby do Cheta Bakera (Trio4Chet), który nie miał w sobie nic z gladiatora. Chet posiadał niezwykły dar przekazywania maksimum treści przy minimum środków i techniki. Dziś muzyka jazzowa jest bardzo skomplikowana. Nawet dla muzyków, którzy jej słuchają, a nie mówiąc już o słuchaczach bez przygotowania muzycznego. Często jej główną treścią jest komplikacja. Najlepiej zagrać coś tak trudnego, czego nie będzie w stanie zagrać ktoś inny. To dziś stanowi wartość. Pan nie ma takiej potrzeby udowadniania ani potrzeby ścigania się. Nie bardzo, i już pewnie to się nie zmieni. Zapewne dobrze zna pan swoją wartość, skoro nie bierze pan udziału w takich rywalizacjach. Tak, ale można to uznać za ułomność, skoro ktoś nie potrafi zagrać na 14/15. Trochę to zmierza w tym kierunku. Rytmy nieparzyste mocno się zakorzeniły w jazzowym kanonie. Obecnie zagrać coś na 4/4 to wstyd. Słuchacze też wyczuwają prawdę w muzyce. Czy skomplikowane metrum ma znaczenie i pomaga muzyce czy jej przeszkadza? Jazz bardziej niż inne gatunki muzyczne kojarzy się z relacjami. Podobnie jak ulotny jest dialog w jakiejś relacji, tak niepowtarzalny jest koncert, w którym krzyżują się słuchanie, odpowiedź i gra zespołowa. Czym dla pana są relacje w jazzie? Znalezienie relacji jest podstawą, to jest umiejętność grania w zespole, świadomość swojego miejsca w danym momencie, muzykalność. Wrócę do Davisa. On potrafił montować świetne zespoły. Połączyć ze sobą odpowiednich ludzi. Drugi Wielki Kwintet Davisa był idealnym połączeniem. Spotkanie tych ludzi było cudem. Każdy z nich był wybitną indywidualnością, a jednocześnie potrafił się podporządkować, słuchać innych. Dlatego relacje muzyczne są szczególne. Nie trzeba pałać do kogoś wielką sympatią, aby kogoś docenić i dobrze z nim zagrać. Słyszało się o różnych animozjach w wielu świetnych zespołach, ale nie wpływało to raczej na ich muzyczną jakość. A co pan z tych relacji wyniósł dla siebie? Muzykom towarzyszą silne emocje. Nie wszystkie pewnie się komentuje, ale przecież wiadomo, kiedy w studiu czy na scenie dzieje się coś poważnego. Te emocje po prostu się czuje i relacje muzyczne można zbudować już od pierwszego wspólnego dźwięku. Mam wrażenie, że coś takiego spotkało mnie w trakcie nagrania płyty My One And Only Love, gdzie miałem wielką przyjemność spotkać wybitnych muzyków – Bobo Stensona, Palle Danielssona i Joeya Barona. Z wyjątkiem Palle Danielssona nie znałem ich osobiście, nie mieliśmy żadnych prób, po prostu spotkaliśmy się w studiu i zaczęliśmy nagrywać, właściwie jam session. Mam wrażenie, że od razu znaleźliśmy wspólny muzyczny język, to było piękne przeżycie. Oczywiście relacje międzyludzkie też nie są bez znaczenia. Na co dzień staram się grać z jak najlepszymi muzykami, których szanuję i lubię, zwyczajnie jako ludzi. A wybór trąbki na instrument wiodący był tradycją rodzinną? Kiedyś podobały mi się różne instrumenty. Perkusja czy saksofon. Aczkolwiek na żadnym z nich nie grałem. Układałem sobie jako dzieciak z różnych przedmiotów coś na kształt perkusji i próbowałem grać. Takie tam dziecięce zabawy. Rytm jest tym elementem, który odróżnia jazz od innych gatunków. Nie harmonia. Ale kiedyś tata zapytał się mnie czy może chciałbym grać na trąbce. Trochę było mi głupio odmówić ojcu. Zdecydowałem się na tę próbę. I jak poszło? Teoretycznie dobrze, ale do tej pory nie wiem, czy to był dobry wybór, czy nie. Trąbka ma swoje ciemne, wredne strony. Tylko myślę, że po czterdziestu latach grania to już nie ma żadnego znaczenia. Wszystko ma swoją jasną i ciemną stronę. Pewnie tak. Istnieją predyspozycje psycho-fizyczne do grania na trąbce. Mnie się wydaje, że ich nie posiadam w dostatecznej ilości. Tak myślę po czterdziestu latach. A na jakim instrumencie powinien pan grać? Nie wiem. Może na perkusji. Perkusja mnie pociągała. Ale to wiąże się z koniecznością wiecznego rozkładania i składania. To są takie moje mało istotne dywagacje. Dobrze jest skonfrontować się z takimi myślami. Myślę, że trochę za późno. A ja nie myślę o tym w kategoriach żalu czy straty, tylko w kategoriach odwagi czy pana potencjału, który jest większy, a czas biegnie szybko. Właśnie. Nigdy nie byłem człowiekiem, który byłby w stanie jakoś kreować własną przyszłość. Zawsze czekałem na to, co mi przyniesie los. Taki mam charakter. Teraz bardziej pana rozumiem. Skoro zacząłem grać na trąbce, to gram na niej do dziś. Są tego konkretne efekty. Trąbka wygląda tak niewinnie i minimalistycznie, a wiele wymaga od muzyka. To wyższa szkoła jazdy. W kontakcie z instrumentami dętymi blaszanymi zawsze i przez całe życie dochodzi do walki o dźwięk. Kiedy człowiek zaczyna grać, to jeszcze o tym nie wie. Ta walka nie ma końca. Co dzieje się z potencjałem pana uczniów? Czasami ktoś go posiada, ale nie chce z niego korzystać. Albo jakieś inne względy decydują o tym, że nie idzie w stronę jazzu, ale w zupełnie inną. Nawet pozamuzyczną. Naturalny potencjał człowieka jest wyczuwalny. Należy do sfery intuicji. Intuicja jest dla mnie podstawą. Sporo rzeczy robię intuicyjnie. Grając oczywiście. Nie wiem, czy można wpłynąć na swoją intuicję. Może lepiej jej słuchać? W muzyce jedni potrzebują wszystko wiedzieć. Inni kierują się intuicją. Pamiętam wypowiedź Michaela Breckera, który był wybitnie wyszkolonym saksofonistą i muzykiem. Twierdził, że najlepsze momenty jego solówek to te, w których się myli. Idzie w jakąś stronę i do końca nie wie, co zagra. Dla niego miało to znaczenie, choć posiadał ogromną wiedzę i umiejętności. Trzeba mieć wiele pokory, aby przyznać się do tego publicznie. To samo powiedział Herbie Hancock na temat grania w kwintecie Davisa, że najfajniejsze momenty to te, w których się gubili. Czyli dobrze jest się zgubić, aby się odnaleźć. Świadomość, kiedy się gubimy, i złapanie się w odpowiednim momencie należy do sfery intuicji. Każdy artysta musi w coś wierzyć. W to, co robi, i czy to ma sens. Nie widzę innej możliwości. Zdając sobie sprawę z różnych ułomności, zdajemy sobie sprawę ze swoich dobrych stron. Czy będzie pan celebrował w sposób szczególny swoje czterdziestolecie pracy artystycznej? Taka mała celebracja odbędzie się 10 września na deskach Promu Kultury Saska Kępa w Warszawie. Zaprosiłem Henia Miśkiewicza, Michała Tokaja, Sławka Kurkiewicza, Michała Miśkiewicza, a także Andrzeja Dąbrowskiego, z którym miałem okazję współpracować przy jego ostatniej płycie Andrzej Dąbrowski & All Stars: Live. Pomyślałem sobie, że to dobra okazja, aby zaprosić Andrzeja jeszcze raz na scenę. Po prostu pogramy trochę jazzu i tyle. Czego mogę panu życzyć? Potrzebuję zdrowia i pieniędzy [śmiech]. Zdrowie jest potrzebne każdemu, a pieniądze też się przydadzą. W takim razie tego właśnie życzę. Tagi w artykule: robert majewski Powiązane artykuły
nie wiem czy chce z nim być